Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tytuł naukowy mocniejszy od praw natury

20.12.2017

Etyka inżynierska zobowiązuje.

 

Różne instytucje, organy - szczególnie sądy - muszą polegać często na opiniach osób, w których autorzy legitymują się odpowiednim wykształceniem, wiedzą, doświadczeniem. Oczywiście opinie szczególnie cenne to ekspertyzy, których autor posiada stopień naukowy.

W swojej praktyce biegłego sądowego i rzeczoznawcy budowlanego przychodziło mi wielokrotnie się zmierzyć z opiniami, które w zasadniczej mierze mijały się z logicznymi wnioskami, stwierdzeniami wynikającymi z wiedzy i doświadczenia, opiniami wywołującymi okrzyk „przecież to mija się z podstawowymi prawami natury, wiedzą, gdzie podziała się... etyka inżynierska tego człowieka!”.

Podam bardzo charakterystyczny przykład. Nie będę wymieniać nazwisk, miejscowości, dat itp. Podam fakty, które
miały dla firmy wykonawczej, projektanta nieprawdopodobną dramaturgię.

 

Fot. 1 Dolny fragment powalonego masztu wysokości 81 m w miejscowości X

 

W okresie silnych wiatrów w miejscowości X runął maszt telekomunikacyjny z profili aluminiowych, wysokości 81 m.

Osoba z tytułem (dr inż.) oraz rzeczoznawca budowlany, również z tytułem naukowym (mgr inż.), jednoznacznie stwierdzili: przyczyną katastrofy budowlanej były rażące błędy projektowe i wykonawcze, czyli wszystkiemu winny wykonawca obiektu - firma będąca autorem projektu, producentem masztu i wykonawcą robót.

Bez znaczenia dla nich był fakt, że:

- Wykonawca ten zrealizował setki podobnych i o wyższych parametrach masztów i ich stan techniczny nie budził dotychczas zastrzeżeń.

- Cały proces realizacji obiektu przebiegał zgodnie z przepisami Prawa budowlanego (Pb), czyli dokumentacja projektowa opracowana i sprawdzona przez kompetentne osoby, podobnie wykonawstwo masztu i realizacja robót: nadzór inwestorski, kierownik budowy, odbiory robót ulegających zakryciu, odbiór końcowy itp., wszystko z udziałem osób z odpowiednim wykształceniem, doświadczeniem, uprawnieniami. Wszystko zgodnie z Pb.

Co szczególnie powinno zwrócić uwagę osób opracowujących ekspertyzę? Stan elementów obiektu tuż po katastrofie. Jest to przecież rzecz absolutnie podstawowa.

 

Fot. 2 Górny fragment powalonego masztu

 

Wypada zaznaczyć, że:

Konstrukcja masztu była aluminiowa, całkowity ciężar masztu wynosił ok. 900 kG (9 kN), a graniczna siła niszcząca jednej liny wynosiła ok. 2200 kG (22 kN), cały maszt utrzymywany był 30 linami kotwiącymi (w trzech płaszczyznach co 120o). W kierunku powalenia obiektu pracowało 10 lin, czyli graniczna siła niszcząca wynosiła 220 kN (22 000 kG). Stosunek siły niszczącej do ciężaru masztu ustawionego na gruncie to ok. 25:1.

Zdumiewające fakty:

- Maszt położył się ściśle w jednej płaszczyźnie dziesięciu ww. lin.

- Maszt położył się w linii prostej (patrz fot. 1 i 2 i dla porównania fot. 4, która ilustruje sytuację, w której faktycznie maszt został powalony siłą wiatru).

- Żadna lina nie została zerwana czy uszkodzona (fot. 3).

- Zaciski lin w płaszczyźnie kładu również nie uległy zniszczeniu, natomiast zsunęły się („odechciało" im się zaciskać linę).

- Rzecz zdumiewająca: maszt nie położył się w kierunku działania siły wiatru - lecz prostopadle - i nie uległ praktycznie żadnym bocznym zniekształceniom.

- Moment położenia masztu prawdopodobnie nastąpił, w chwili kiedy wiatr ustał.

Wypadało również zwrócić uwagę, że:

- Maszt usytuowany był w terenie zalesionym, trudno dostępnym.

- Jedynym dostępnym miejscem, do którego można było dostać się leśną dróżką, była kotwa, przy której zaciski nie spełniły swojej funkcji.

 

Fot. 3 Zsunięte zaciski, lina nawet nieporysowana. Nigdzie nie znaleziono jakiejkolwiek zerwanej liny kotwiącej. To ewidentny dowód na rozkręcenie nakrętek na zaciskach przy kotwie, w miejscu gdzie był dostęp z zewnątrz, w wyniku czego maszt został położony poprzecznie do kierunku wcześniej wiejącego wiatru, w kierunku, w którym liny utraciły nośność

 

Warto wspomnieć wcześniejszy incydent, w czasie którego w pobliskiej miejscowości, gdzie mieszkańcy blokowali budowę innego masztu wysokości 12 m, do tego stopnia musiała interweniować policja.

Nie ulega wątpliwości, że powodem powalenia masztu była ingerencja osób świadomie czyniących szkodę.
W ślad za ekspertyzą oczywiście poszły decyzje administracyjne dotyczące wielu innych masztów.

Bezskuteczne były interwencje, że są w dobrym stanie technicznym, że prawidłowo spełniają swoją funkcję.

Jakie skutki miało to dla firmy wykonawczej odpowiedzialnej za projekt i realizację, nie będę opisywać.

 

Fot. 4 Widok masztu wysokości 60 m, który uległ katastrofie spowodowanej siłą wiatru

 

W dalszym toku wydarzeń kompletna dokumentacja projektowa została szczegółowo oceniona przez inne osoby, również z tytułami naukowymi, z innej uczelni. Nie dopatrzono się wad, natomiast jednoznacznie potwierdzono, że przyczyną katastrofy musiała być ingerencja osób czyniących szkodę. Wyżej opisana sytuacja nie powtarza się nagminnie, nie można również powiedzieć, że bardzo rzadko, że możemy nad takimi przypadkami przejść obojętnie. Rola Izby, rola i determinacja osób wrażliwych na podobne przypadki jest jednoznaczna. Opinia czy ekspertyza nie może przeczyć prawom natury, nawet jeśli autorem jej jest naukowiec.

 

dr hab. inż. Władysław Anklewicz

rzeczoznawca budowlany, biegły sądowy

Zdjęcia: archiwum firmy

www.piib.org.pl

www.kreatorbudownictwaroku.pl

www.izbudujemy.pl

Kanał na YouTube