Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.

Gdzie jest inżyniering?

18.10.2013

W ślad za artykułem Ryszarda Kanieckiego „Ile może (wytrzymać) kierownik budowy?”, zamieszczonym w „IB” nr 9/2013, poniżej przedstawiamy głos w tej sprawie.

Na pytania Andrzeja Orliczaodpowiada mgr inż. Michał Gołofit, członek Świętokrzyskiej OIIB, często pełniący funkcję inspektora nadzoru inwestorskiego a zarazemwłaściciel firmy Pracownia IMG Budownictwo.

 

– Podważa pan status kierownika budowy. Dlaczego?

– Patrząc na zakres praw i obowiązków spoczywających na kierowniku budowy, przychodzi na myśl porównanie z kapitanem na statku. Zgodnie z tą koncepcją pojawia się jedna osoba, która decyduje o wszystkim, ma ostateczne zdanie, kontroluje i odpowiada za wszystko. W przypadku kapitana miało to kiedyś sens – statek samotnie płynął po oceanie, odcięty od reszty świata. W dzisiejszych realiach takie pojmowanie funkcji kierownika budowy jest mocno dyskusyjne – twierdzi Michał Gołofit, członek Izby.

– To źle, że kierownik budowy rządzi i odpowiada?

– Nie mam o to pretensji, jednak pod warunkiem, że będzie dysponował narzędziami, by unieść tę odpowiedzialność. On takich narzędzi po prostu nie ma. Przykładowo przy organizacji procesu budowy średniej inwestycji inwestor wybiera generalnego wykonawcę, czasem i podwykonawców, powołuje inspektora nadzoru, dyrektora projektu, są często kierownicy robót branżowych. I w tym licznym gronie, z formalnego punktu widzenia, za inwestycję odpowiada właściwie tylko kierownik budowy. W praktyce jednak większość decyzji jest podejmowana poza nim. On ma je jedynie firmować.

Pojawia się np. grupa do wykonania dachu. Mogą to być znakomici rzemieślnicy, ale nie ma wśród nich osoby, która będzie posiadała uprawnienia budowlane do nadzoru tych robót. Przedsiębiorca, który ich zatrudnił, nie widzi powodu do posiadania takiej osoby. Od tego są przecież kierownicy na budowach, na których pracują jego ludzie. Jakie przełożenie formalnoprawne ma w takiej sytuacji kierownik budowy na tych ludzi? Jakie ma narzędzia do wymuszenia na nich posiadania odpowiednich zabezpieczeń przy pracy? Jak ma wymuszać właściwe przygotowanie stanowisk pracy? Jednocześnie jednak, np. przy wypadku na budowie, jest pierwszym, który za nich odpowiada.

 

– Dlaczego tak jest?

– Logistyka i organizacja budownictwa poważnie się zmieniła. Proces realizacji inwestycji nie odbywa się jak kiedyś wyłącznie na placu budowy. Obecnie dąży się do tego, aby realizacja na placu budowy odbywała się jak najkrócej. Coraz więcej etapów jest realizowanych np. w zewnętrznych zakładach prefabrykacji. Pojawiają się skomplikowane metody wyboru, zamawiania i realizacji dostaw materiałów, sprzętu specjalistycznego, urządzeń pomocniczych czy technologicznych na budowę. Dzisiaj proces realizacji inwestycji to skomplikowana maszyna, natomiast kierowanie budową jest anachroniczne. Funkcja kierownika zaczyna być tylko formalnością. On nadal odpowiada za wszystkie niedociągnięcia. Zabawne, a zarazem smutne jest to, że zazwyczaj jego problemem jest przyjmowanie wizyt różnych urzędników, którzy wlepiają mu kolejne mandaty.

Kierownik budowy właściwie, z punktu widzenia prawa budowlanego, nie ma możliwości opuszczenia placu budowy, jeżeli są tam prowadzone jakiekolwiek prace.

– Kim więc są teraz inżynierowie na budowach?

– Chyba najmniej po prostu inżynierami. Nie ma czasu i możliwości zajmowania się problemami inżynierskimi. One się pojawiają, ale czy my je potrafimy rozwiązywać? Spotkałem wiele sytuacji problematycznych, a często i konfliktów na budowach, które kończyły się ekspertyzami czy nawet sprawami w sądzie. Gdyby jednak spróbować spojrzeć na nie spokojnie i obiektywnie, to prawdziwe przyczyny często leżały w tym, że w procesie budowlanym było wszystko ważne, oprócz kompetencji inżynierskich. Ludzie z takimi kompetencjami nie mieli wpływu na te decyzje lub mieli je w stopniu niewystarczającym.

 

 – Prawo unijne uznało inżyniera budownictwa za zawód zaufania publicznego.

– Myślę, że to bardzo istotne. Nasza praca ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo, a czasem zdrowie i życie innych ludzi. My przecież tworzymy główne elementy naszego otoczenia – obiekty budowlane. Ta odpowiedzialność jednak wymusza odpowiednio wysoki poziom świadomości wśród nas. Nie wolno nam podchodzić do naszej pracy jak do każdej innej. Oprócz wykonywania powierzonych nam obowiązków musimy patrzeć na wszystko przez pryzmat rzetelnej wiedzy inżynierskiej. My nie możemy być „formalnym złem koniecznym na budowie” czy administratorami od zabrudzonej drogi na wyjeździe z budowy. Jeżeli przyjmujemy obowiązki uczestnika procesu budowlanego, to musimy je realnie wykonywać. My przede wszystkim jesteśmy inżynierami. Do tego między innymi potrzebne jest stałe doskonalenie zawodowe. Szczególnie ma to znaczenie w naszej branży, w której stale pojawiają się nowości.

 

– A czy tak nie jest?

– Spójrzmy na inne zawody zaufania publicznego,  np. lekarzy, prawników, i spróbujmy się porównać.Nie wygląda to zbyt dobrze pod każdym względem – statusu zawodowego, finansowego, odbioru przez społeczeństwo, organizacji samorządu zawodowego, doskonalenia zawodowego, współpracy wewnątrz środowiska, wpływu na prawodawstwo.

 

– A kierownik na budowie?

– Niech będzie osobą, która w nowoczesnej organizacji procesu budowlanego będzie najlepiej wykorzystywana pod względem swoich kompetencji.

 

Rozmowa ukazała się w „Biuletynie Świętokrzyskim” nr 2/2013.

www.piib.org.pl

www.kreatorbudownictwaroku.pl

www.izbudujemy.pl

Kanał na YouTube